Jeżeli do tej pory sądziłam, że mi duszno i gorąco to dzisiejszy dzień przeszedł wszystko!

Nie dość, że duszno jest tak bardzo, iż ciężko złapać oddech to jeszcze temperatura w moim domu sięga w najchłodniejszym miejscu 30 stopni! Klimat nam się zmienia na iście południowy.

Ech… no może byłoby i ok czytaj znośnie, gdyby nie choróbsko mojego dziecka…

– zapalenie krtani – rzekła uprzejma Pani doktor – tu jest recepta w rejestracji wydadzą państwu inhalator – zrobiła małą pauzę, po czym dodała łypiąc na nas spod wielkich binokli – acha i niestety żadnego wychodzenia na dwór.

Kto myśli o dworze w taki upał i w dodatku z małym chorym chłopcem i wielgachnym brzuchem na przedzie, który lada dzień może zechcieć zniknąć ;)…

Zrezygnowana wykupiłam receptę, zapakowaliśmy z mężem naszego pierworodnego do auta i wróciliśmy do domu.

W chwili obecnej prócz grzejącego słońca, oddającej ciepło ziemi w moim otoczeniu znajduje się jeszcze jedno źródło ciepła mały piecyk w postaci rozgorączkowanego synka. Żal mi go policzki pałają płomienistą czerwienią, oczka zaszklone i ten ciężki oddech… Nie miała kiedy się przytrafić nam choroba tylko wtedy, kiedy realna jest „groźba” mojego porodu w każdej chwili no i wizja męża, który nagle musi pamiętać o tyyyyylu rzeczach 🙂

Hehehe no to tyle by było jeżeli chodzi o śmiech z zaistniałej sytuacji, idę teraz poleżeć i wsłuchać się w mój brzuch 🙂 może dzisiaj mój drugi szkrab zdecyduje się na powitanie na tym świecie… a może uznaje, że tam mu narazie dobrze, przeczeka upały i pojawi się jak pogoda znacznie się uspokoi?

Dla mnie i tak najgorsze jest to czekanie…

Pozdrawiam!

Advertisements