No i dalej w dwupaku 🙂 co prawda termin dopiero minie za tydzień w niedziele, ale już powoli zaczynam się denerwować. Jakby nie było jestem już TROCHĘ (!!) zmęczona.

Upały dają mi w kość, ilość spijanych płynów z żaden sposób nie jest adekwatna do ich wydalania :/ w domu duszno, na dwór nie wolno, bo za gorąco, pozostaje tylko częsty prysznic dla orzeźwienia, auto z Klimą dla ochłodzenia i wiatrak skierowany bezpośrednio na mnie, kiedy już wszystko zostanie wypróbowane.

Wczoraj zaliczyłam już ostatnią wizytę u ginekologa. Zrobiono mi KTG, na którym kreska częstotliwości skurczowej mej macicy była jak kreska denata z ostrego dyżuru… całkiem prosta… zero skurczy…

Po badaniu mój lekarz stwierdził, że tam w środku też wszystko się uspokoiło i należy czekać.

Czekać? Ech… no jak ja taka niecierpliwa jestem, marzę o moim maluchu trzymanym w ramionach, chcę już go wycałować, mówić do niego, słuchać jak gaworzy…

Wiecie, że popłakałam się słysząc płacz niemowlaka, mąż mój chciał ze śmiechu pogryźć podłogę. No faktycznie, zabawne 🙂

Jak narazie pielęgnuję mój mini ogród, o tutaj zamieściłam dla was zdjęcie mojego pomidorka koktajlowego no i zastanawiam się, co będę jeść po urodzeniu, kiedy maluch będzie wisiał przy piersi. Myślę w ogóle o tym jak będzie, czy podołam wszystkim nowym obowiązkom?

Sto pytań do samej siebie i dziwna pustka w głowie…

Zapowiada się kolejny upalny dzień, kolejny dzień pełen oczekiwać… ech no dam radę 😉

Później wpadnę na durszlak żeby pooglądać jakieś nowe przepisy, dzisiaj naszła mnie ochota na rybę, zastanawiam się tylko czy sił mi starczy na stanie w kuchni…

Advertisements